Od dekaniulacji dzieli Leorodzinę już chyba tylko jeden krok.
Niestety, stumilowy.
Nazywa się: maska do wentylacji nieinwazyjnej.
Leo musi nauczyć się w niej spać - na wypadek gdyby pejsery przestały być genialne i niezawodne.
Problem w tym, że Leo NIENAWIDZI zakładać czegokolwiek na twarz i głowę,
a maski są z horroru rodem, koszmarne i niewygodne.

Wczoraj jednak, ku zaskoczeniu Leorodziców, Leo zgodził się je przymierzyć.
Poudawał kosmonautę, poudawał płetwonurka, pooddychał pięć minut w kosmosie i pięć minut pod wodą
po czym oznajmił, że koniec, że ma dosyć, że chce na ląd, chce pejserów.
 
Teraz trzeba opracować strategię jak przejść bezstresowo przez ten trudny proces.
Na razie najważniejszą motywacją w stawianiu czoła wyzwaniu jest...nowe miejsce na półkach.
Leo wie, że jak pozbędzie się dziury, to pozbędzie się też medykamentów przeznaczonych do pielęgnacji tracheo.
I wtedy zwolni się miejsce na regale.
I będzie mógł dostać dużo nowych książek.

Ale czy to wystarczający powód by dać się katować, 
to się dopiero okaże...
 
e598a2186ec844859cd2537161b74ccf.jpg