Gdy tylko Leorodzice przekroczyli próg szpitala w Uppsali,
opuścił ich cały starannie wypracowany optymizm.
Stało się jasne, że nawet najnowocześniejszy, najczystszy szpital,
o najpiękniej pomalowanych ścianach, nadal pozostaje szpitalem.
- Jak ci się tu podoba? - szukając otuchy zapytał Leotata.
- W ogóle! - rozczarowała go Leomama.
Tego poranka pomysł, żeby na własne życzenie kroić dziecko,
wydawał im się zupełnie idiotyczny.
Po co?

***

Znaleźli oddział. Dostali pokój. Dla Leo i Leomamy.
- Dzień dobry, nazywam się Tak-i-Tak, jestem dyżurną pielęgniarką, do waszej dyspozycji.
Zaraz przyjdzie do was Doktor. Wieczorem będę musiała pobrać krew i założyć Leo wenflon.
Tu są plastry znieczulające, załóżcie mu je na godzinę przed wkłuciem.
Po spotkaniu z doktorem możecie wyjść na spacer, zobaczyć katedrę, zamek, stare miasto.
A może zjecie lunch? Napijecie się kawy, herbaty?

Przyszedł Doktor. Przywitał się. Zrobił wywiad.
- Czy chcecie żeby raz jeszcze opowiedział Wam o elektrodzie?
Leorodzice chcieli.
- Może macie jeszcze jakieś pytania?
Mieli. Mnóstwo. Doktor na wszystkie odpowiedział.
- Może jeszcze jakieś? Jak coś wam przyjdzie do głowy, to jestem do dyspozycji.
Potem przyszedł chirurg.
- Dzień dobry, nazywam się Tak-i-Tak, będę jutro operował Leo.
Operacja polega na tym-a-na-tym, zazwyczaj trwa tyle-a-tyle godzin.
Wykonałem tego typu operacji tyle-a-tyle.
Operacja ma na celu poprawę komfortu życia waszego dziecka.
Gdyby była niebezpieczna nie zdecydowalibyśmy się na nią.
Macie jakieś pytania?

Mieli…
Potem przyszła anestezjolożka.
- Dzień dobry, nazywam się Tak-i-Tak, jutro znieczulę Leo,
użyję w tym celu tego-a-tego, w takiej-a-takiej dawce.
Odbędzie się to w taki-a-taki sposób.
Czy chcą Państwo, żeby podać Leo leki uspakajające przed zabiegiem?

Leorodzice nie wiedzieli, czy to będzie konieczne.
- W takim razie przygotuję dawkę i w zależności od sytuacji podejmiemy jutro decyzję.
Jakieś pytania?

Leorodzice poczuli względny spokój.
Całą trójką poszli na spacer.
Potem nastąpiła długa noc.
A potem wstało “jutro”.

***

Leorodzice sami przygotowali Leo do operacji.
Posadzili go na łóżko i wraz z pielęgniarką zawieźli na blok.
Potem Leomama wzięła go na ręce, zaniosła na seledynową salę,
ułożyła na łóżku.
Dostała do ręki naklejki. Z rybami.
Leo zasnął wpatrzony w rybę-dziwadło z żółtą łuską i fioletowym irokezem.
- Dzień dobry, nazywam się Tak-i-Tak, jestem tu po to, żeby wyprowadzić Panią.
Proszę oddychać głęboko. Wszystko idzie zgodnie z planem.
Proszę iść na spacer, gdy operacja się skończy i rozpoczniemy proces wybudzania,
zadzwonimy do państwa.

To akurat nie do końca się udało.
Wprawdzie Leorodzice na spacer poszli, ale do telefonu nie dotrwali.
Wrócili pod salę.

***

W końcu drzwi się otworzyły i Leo wyjechał.
Leorodzice poszli z nim na oddział intensywnej terapii,
gdzie zapoznali się z całym personelem i gdzie mogli się opiekować synem,
podawać mu wodę, współdecydować o tym, czy lepiej będzie się czuł ubrany,
czy tylko przykryty, ile środków przeciwbólowych mu podać,
czy światło ma być zapalone, czy wyciemnione.
Mogli mu czytać, mogli mu puścić bajkę,
mogli robić fikołki i stawać na rękach
– byle tylko Leo czuł się komfortowo.
Przyszli do nich obaj lekarze.
Zdać relację z przebiegu operacji.

O 21 Leo wrócił do pokoju.
- Dzień dobry, nazywamy się Tak-i-Tak, będziemy się wami opiekowali dziś w nocy.
Czy zje Pani kolację, pewnie Pani nic nie jadła?
Podamy Leo taki-a-taki lek, podłączymy go do takiego-a-takiego sprzętu.
Jesteśmy też do Waszej dyspozycji, w razie jakiejkolwiek potrzeby.
Czy podać środek przeciwbólowy? W nocy będziemy do was zaglądać.

Przychodzili wiele razy, ale nie zapalali światła.
Żeby nie obudzić Leo posługiwali się małymi latarkami…

7d273c72b260ba4ef8ce4922f8c62f3b.jpg

Następnego dnia Leorodzina opuściła szpital.
Jest już w domu :)